Kilkanaście lat temu, pod wpływem wielu czynników wymyśliłam coś dla siebie, a docelowo również dla innych…
Od zawsze były przy mnie zwierzęta, począwszy od dobytku gospodarskiego na wsi, gdzie się wychowałam i kocham ją do dzisiaj, poprzez psy, koty, ptaki, ślimaki, jaszczurki itp. itd. Poźniej przyszły konie - rekreacyjna jazda konna pozwalała na osunięcie stresów, wypoczynek i aktywność ruchową. Do dzisiaj konie wywołują u mnie uśmiech na twarzy i chęć pokłusowania przez łąki i drogi leśne…
Jednak czas daje się we znaki i na którymś zakręcie egzystencjonalnym wpadły mi do głowy psy... A może tak pojeździć na wystawy, poznać nowych ludzi? Rasa sama wpadła w ręce - Cavalier King Charles Spaniel - suczka Luna, która docelowo miała wszystkie wady (mam nadzieję, że hodowca się nie obrazi, ale sam to ocenił ;)) , ale też ogromne serce i ciągły uśmiech na psim pyszczku. Luny już nie ma z nami - odeszła ubiegłej zimy, ale to z nią zaczęłam wystawową przygodę w 2015 roku.
Po Lunie zamieszkała w naszym domu pierwsza cardiganka: Misha i tutaj okazało się szybko, że cardigany, to mój wybór hodowlany. I tak kolejno zamieszkały z nami Meggi, Omerta, Elsa, Twiggy, Vanilka i Bella oraz Bibi ( współwność hodowlana).
Omerta i Bibi mieszkają w nowych domach i mają się dobrze - czasami trzeba podjąć trudne decyzje hodowlane, aby stado było bezpieczne, a wszystkim żyło się dobrze i spokojnie. Każdego hodowcę kosztuje to dużo emocji, ale musimy myśleć o przyszłości hodowlanej i dobrostanie zwierząt.
Pozostałe cardiganki mieszkają z nami i mają się znakomicie- to jedno z moich postanowień - psy po karierze wystawowej i hodowlanej zostają z nami..
Ostatnią rezydentką w moim domu stała się Wendy, suczka Norweski Lundehund - to moje kynologiczne marzenie spełniło się po dwóch latach oczekiwania na szczeniaka o doskonałych cechach, ale o tym jeszcze opowiem w innym dziale mojej strony.
Mieszkamy w pięknym miejscu, na skraju Jury Krakowsko- Częstochowskiej w lesie, do dyspozycji jest piękny ogród, który jest pielęgnowany osobiście przeze mnie oraz kilometry leśnych dróg i połacie łąk.
Psy mieszkają z nami w domu, mają swój odpowiednio wyposażony pokój - jestem zwolennikiem pozostawienia psu wyboru miejsca do odpoczynku i dlatego w pokoju stoją otwarte klatki kenelowe - dziewczyny po całym dniu chętnie znikają w swoich "budkach" i odpoczywają. Szczenięta również uczone są od pierwszych dni pozostawania w kenelu - pozwala to nowym opiekunom na kontrolę nad maluchem od pierwszych dni i również pomaga w uczeniu tak ważnej czynności, jak nauka i zachowanie czystości (w swoim łóżku się nie sika ;))
Mioty w moim domu pojawiają się rzadko - raz w roku, raz na półtorej roku. Są to dobrze dobrane skojarzenia, dające w efekcie zdrowe, o znakomitej psychice szczenięta.
Kwestia socjalizacji i zdrowia jest dla mnie priorytetem - nie zdarzyły się ode mnie szczenięta i psy agresywne, nadpobudliwe i oby tak zostało.
W kwestii zdrowia, wszystkie moje suki hodowlane mają zrobione pakiety badań genetycznych dotyczących chorób mogących występować w razie oraz badania RTG bioder i łokci - badania w rasie nie są obowiązkowe, natomiast zapobiegania nigdy dosyć. Należy pamiętać, że corgi, to karły i często badania sobie, a zdrowie sobie i pies z fatalnym RTG znakomicie sobie radzi w życiu codzienny.
Kilka słów o odchowywaniu miotu w naszym domu - zawsze odbywa się to w centralnym miejscu w domu czyli salonie ;) - tutaj toczy się życie rodzinne, jest gwarno, ciągle się coś dzieje i tylko jak maluchy kończą pierwszy tydzień życia wprowadzają się do centralnego miejsca przy kominku :)
Całe stado jest zaangażowane w odchów młodego pokolenia - każda ciotka poliże, sprawdzi co w miskach a jak trzeba, to i skarci. Później przychodzi czas uczenia czystości (4- 5 tydzień życia) i małe cardiganki kilkanaście razy dziennie są wynoszone na taras i do ogrodu. Ponieważ cardigany są bardzo inteligentne, to po pierwszych próbach siku w ogrodzie już nie chcą brudzić w kojcu, tylko głośno domagają się wyjścia (czasami o 5.00 rano… ), ale to poźniej procentuje w nowych domach 🙂
Nasz dom jest często odwiedzany przez przyjaciół nie tylko psiarzy ale też kociarzy, koniarzy i innych pozytywnych ludzi - tutaj ciągle się coś dzieje - tutaj robi się kawa, piecze ciasto, tutaj są śmiechy i gwar. Tutaj jest włączone radio, w ogrodzie pracuje kosiarka, tutaj słychać rozmowy telefoniczne jak również włączony odkurzacz… To wszystko powoduje, że nasze psy są zaznajomione z codziennym życiem i różnymi odgłosami.
Jak zdecydujecie się na szczenię z naszej hodowli, to nas odwiedzicie i poznacie mojego syna Ksawerego - czternastolatka, który można powiedzieć, że wychował się z psami i aktywnie uczestniczy w codziennym psim życiu i mnie - dyrygenta, z pracą zawodową w międzynarodowej firmie, z pasjami, z 1000em priorytetów i pomysłów ;)
Z wykształcenia pielęgniarka i kosmetolog ;) Jestem asystentem kynologicznym, aktywnie pracującym w strukturach Związku Kynologicznego w Polsce ( FCI ), odznaczona brązową odznaką honorową ZKwP w roku 2022. W roku 2025 ukończyłam dwuletnie Technikum Weterynaryjne aby jeszcze bardziej poznać kwestie zdrowia i opieki nad zwierzętami.
Biorac pod uwagę mój ogromny szacunek do zwierząt i traktowanie ich jak moich najbliższych, bardzo skrupulatnie dobieram nowych opiekunów. Zawsze staram się przedstawić i plusy i minusy posiadania nowego członka rodziny, uświadomić, że jest to decyzja na klikanaście lat wspólnego życia…
Nie przyjeżdżaj do mnie bez zapowiedzi - moja hodowla, to również mój dom i miejsce odpoczynku, nie przywoź do mnie behawiorystów i osób, które traktują psy przedmiotowo (oglądanie zębów, uszu, wydawanie komend itp.) - mój dom, to miejsce gdzie traktuje się gości przyjaźnie i oczekuje wzajemności w tej kwestii 🙂
Zapraszamy do Napoleońskiej Zagrody Welsh ❤️